Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa. To nie jest kolejna zwykła sportowa przygoda, lecz prawdziwe wyzwanie, które ma zapisać się w historii światowego kajakarstwa. Bydgoski olimpijczyk wyruszył 12 czerwca 2025 roku na trasę opłynięcia Wielkiej Brytanii kajakiem w czasie krótszym niż 40 dni. W grę wchodzi około 3000 kilometrów nieprzewidywalnej przygody. Morze, fale, prądy i… on – człowiek z pasją większą niż strach przed żywiołem.
Czas start: 12 czerwca 2025, 8:30 czasu polskiego. Miejsce: zachodnie wybrzeże Szkocji, 10 kilometrów na południe od Mallaig. Tam rozpoczęła się historia, która może zmienić postrzeganie granic ludzkiej wytrzymałości. Początkowo planowano ruszyć dzień później, ale pogoda w górach i na morzu rządzi się swoimi prawami. Kiedy warunki sprzyjają – trzeba działać.
Wielka Brytania dookoła kajakiem. Brzmi abstrakcyjnie? Być może, ale dla Sebastiana Szubskiego to kolejne wyzwanie w sportowym portfolio.
Determinacja i plan Sebastiana Szubskiego
Żaden rekord Guinnessa nie bierze się z przypadku. Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa z dokładnie opracowanym planem. Oto jego filary:
- Dwa różne kajaki – szerszy, stabilniejszy na trudne odcinki i szybki, wąski na spokojne wody.
- Codzienna analiza pogody – by wyprzedzić sztormy, ominąć niebezpieczne prądy.
- Elastyczność trasy – zmiany w planie to konieczność, nie słabość.
- Ekstremalny wysiłek – od 12 do 16 godzin dziennie na wodzie, wiosło za wiosłem.
Nie bez znaczenia jest również bezpośrednia rywalizacja z Brytyjczykiem Billym Butlerem. Obaj zawodnicy wiedzą, że czas jest nieubłagany – 40 dni to granica, którą trzeba przekroczyć. A może raczej złamać.
Sportowa rywalizacja na wodach Wielkiej Brytanii
Billy Butler to nie tylko przeciwnik – to sportowy partner w tej ekstremalnej rozgrywce. Rywalizacja jest zdrowa, motywująca, a czasem… potrzebna, by wycisnąć z siebie maksimum możliwości. Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa, ale jednocześnie pcha do przodu granice ludzkiej wytrzymałości i ducha walki.
Nieprzewidywalna pogoda, silne prądy, zmęczenie – wszystko to sprawia, że codzienna walka na wodzie staje się czymś więcej niż sportowym wyzwaniem. To pojedynek z naturą i samym sobą.
Sprzęt, który pomaga, ale nie decyduje
Kajakarstwo morskie to nie tylko siła mięśni. To także precyzyjnie dobrany sprzęt. Sebastian Szubski korzysta z dwóch kajaków, dopasowanych do zmieniających się warunków:
- krótszy i szerszy – większa stabilność w trudniejszych fragmentach trasy;
- dłuższy i szybszy – maksymalna prędkość tam, gdzie woda jest spokojniejsza.
Dzięki temu może elastycznie reagować na to, co przynosi kolejny dzień. Bo choć plan jest precyzyjny, życie – jak zawsze – pisze własne scenariusze.
Motywacja, która płynie z pasji
Dlaczego ktoś podejmuje się tak ekstremalnego wyzwania? Odpowiedź w przypadku Sebastiana Szubskiego jest prosta i szczera. Pasja. I rodzinna tradycja. Sebastian od dziecka był związany z kajakarstwem – jego ojciec również był olimpijczykiem. Ta miłość do sportu nie zgasła nawet po zakończeniu profesjonalnej kariery.
Po co żyć przeciętnie, skoro można przekraczać granice? Szubski wielokrotnie udowadniał, że potrafi. Ma już na koncie trzy rekordy Guinnessa, m.in. w kategorii najdłuższego dystansu przepłyniętego kajakiem w ciągu 24 godzin na wodach stojących.
A teraz? Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa w opłynięciu Wielkiej Brytanii – i to w czasie krótszym niż jakikolwiek człowiek wcześniej.
Walka z pogodą – codzienność ekstremalnej wyprawy
Nie ma dnia bez walki z warunkami atmosferycznymi. Morze potrafi być łaskawe, ale równie często jest bezlitosne. Sztormy, zmienne wiatry, silne prądy morskie – wszystko to sprawia, że wyprawa wokół Wielkiej Brytanii jest jednym z najtrudniejszych wyzwań w kajakarstwie morskim.
Dlatego Szubski codziennie analizuje prognozy. Czasem zmienia trasę. Czasem skraca lub wydłuża dzień wiosłowania. Wszystko po to, by jak najlepiej wykorzystać dostępny czas.
Dni pełne wysiłku, godziny samotności
Codziennie Sebastian Szubski spędza na wodzie od 12 do 16 godzin. Wiosłuje, analizuje trasę, obserwuje pogodę i walczy ze zmęczeniem. Samotność staje się nieodłącznym towarzyszem tej wyprawy. Ale też sprzymierzeńcem – bo w ciszy łatwiej wsłuchać się w siebie.
Każdy dzień to walka o kolejne kilometry. I choć czasami wszystko idzie zgodnie z planem, innym razem natura pokazuje, kto tu rządzi.
Rekordy, które budują doświadczenie
Warto pamiętać, że Sebastian Szubski nie jest nowicjuszem w biciu rekordów. Ma już na koncie kilka spektakularnych osiągnięć. Do najważniejszych należą:
- rekord Guinnessa w najdłuższym dystansie przepłyniętym kajakiem w ciągu 24 godzin,
- przepłynięcie Wisły w pięć dni,
- wielokrotne starty w triathlonach Ironman.
Te doświadczenia sprawiają, że wie, jak radzić sobie z kryzysami. Zna swoje ciało, psychikę i wie, jak zarządzać energią, by dotrzeć do celu.
Inspiracje i cele poza sportem
Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa nie tylko dla własnej satysfakcji. W jego działaniach ważne są także aspekty społeczne. Otwarcie mówi o swojej chorobie afektywnej dwubiegunowej. Chce pokazać, że nawet osoby zmagające się z trudnościami psychicznymi mogą osiągać wielkie cele. I że warto mówić o takich problemach głośno.
Jego motto „Nie widać, a płynę” ma przypominać, że nie wszystkie zmagania są widoczne gołym okiem. Ale każde jest ważne.
Największe wyzwania wyprawy
Opłynięcie Wielkiej Brytanii kajakiem to zadanie ekstremalne. Do największych wyzwań, z którymi mierzy się Sebastian Szubski, należą:
- nieprzewidywalna pogoda,
- silne prądy morskie,
- zmęczenie organizmu,
- ograniczona ilość snu,
- monotonia trasy,
- rywalizacja z czasem i innym zawodnikiem.
Codziennie musi podejmować decyzje, które zadecydują o powodzeniu całej wyprawy.
Co dalej? Plany po rekordzie
Choć Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa i jest w trakcie jednego z największych wyzwań swojego życia, myśli już o kolejnych projektach. Sportowiec z taką pasją nie zatrzymuje się po jednym sukcesie. W planach są kolejne wyprawy kajakowe, starty w zawodach Ironman i – kto wie – może kolejne rekordy Guinnessa.
Jedno jest pewne: ta wyprawa to nie koniec, a dopiero kolejny rozdział w jego sportowej przygodzie.
Dlaczego warto śledzić tę wyprawę?
Bo to nie jest tylko historia jednego człowieka z kajakiem. To opowieść o:
- sile ludzkiego charakteru,
- walce ze swoimi słabościami,
- pokonywaniu granic możliwości,
- inspiracji dla tych, którzy szukają motywacji do działania.
Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa, ale każdy z nas może znaleźć w tej historii coś dla siebie.
Historia pisana na wodzie
Czy Sebastianowi Szubskiemu uda się pobić rekord Guinnessa? Czas pokaże. Jedno jest pewne – niezależnie od wyniku, już teraz inspiruje tysiące osób w Polsce i na świecie.
Sebastian Szubski płynie po rekord Guinnessa z pasją, determinacją i sercem. Bo sport to nie tylko wynik na mecie. To przede wszystkim droga, którą się pokonuje, i ludzie, których po drodze inspirujemy.



