Tomasz Sobania przebiegł 50 maratonów w 50 stanach USA w 49 dni i został pierwszym człowiekiem, który zrobił to szybciej niż jeden maraton dziennie. Pobił rekord Deana Karnazesa z 2006 roku (50 maratonów w 50 dni), skracając go o dobę. W ostatnim dniu pokonał dwa maratony, w New Jersey i w Nowym Jorku, a finiszował na Times Square.
Śledziłem ten projekt jako trener hybrid athlete i przez większość maja miałem w głowie jedną myśl: to się nie może udać w tym tempie. Codzienny maraton przez półtora miesiąca to nie jest kwestia formy. To kwestia tego, czy ciało zdąży się posklejać między jednym startem a drugim. Sobania nie tylko zdążył. Na koniec przyspieszył.
Co dokładnie zrobił Tomasz Sobania?
27-letni biegacz z Toszka na Górnym Śląsku pokonał dystans maratoński (42,195 km) pięćdziesiąt razy, po jednym razie w każdym z 50 stanów USA. Wg doniesień mediów, w tym PAP i National Geographic, projekt ruszył 10 maja na moście Golden Gate w San Francisco, a metą był Times Square w Nowym Jorku. Pierwotny finał zaplanowano na 28 czerwca, ale Sobania zamknął wyzwanie 27 czerwca.
Policzmy, o czym mówimy. 50 maratonów to 2 109,75 km, czyli ponad 2 100 kilometrów w niespełna siedem tygodni. Do tego dochodzi kilkanaście tysięcy kilometrów transportu między stanami. Na Hawaje i Alaskę ekipa leciała samolotem, resztę trasy pokonywały dwa kampery.
Projekt Sobania powiązał z 250. rocznicą powstania Stanów Zjednoczonych i chęcią pokazania wkładu Polaków w historię USA. W mediach krajowych i zagranicznych opisywano go jako „polskiego Forresta Gumpa”.
Dlaczego 49 dni to rekord, a nie 50?
Bo pułap wyznaczył ktoś inny. Dean Karnazes, amerykański ultramaratończyk, w 2006 roku jako pierwszy człowiek przebiegł 50 maratonów w 50 stanach, po jednym dziennie, w 50 dni. To był wzorzec, do którego Sobania równał od startu.
Sobania początkowo też celował w schemat 50/50/50, czyli w wyrównanie wyniku Karnazesa. W trakcie wyprawy zmienił plan. Wg relacji WP SportoweFakty, po 47 dniach zdecydował, że skróci projekt o dobę i zawalczy o samodzielny rekord. Żeby to zrobić, ostatniego dnia musiał przebiec dwa pełne maratony: najpierw w New Jersey, potem w Nowym Jorku. To „200 procent normy” po sześciu tygodniach codziennego biegania.
| Parametr | Dean Karnazes | Tomasz Sobania |
|---|---|---|
| Rok | 2006 | 2026 |
| Liczba maratonów | 50 | 50 |
| Liczba stanów | 50 | 50 |
| Łączny czas | 50 dni | 49 dni |
| Wyróżnik | pierwszy człowiek w historii | pierwszy, który zrobił to poniżej maratonu dziennie |
| Finisz | – | dwa maratony ostatniego dnia (New Jersey + Nowy Jork) |
Różnica jednego dnia brzmi skromnie, dopóki nie zrozumiesz, że ten jeden dzień to dodatkowy maraton wciśnięty w organizm, który i tak był już na granicy. To nie oszczędność czasu. To dołożenie największego obciążenia w najgorszym możliwym momencie.
Jak wygląda logistyka codziennego maratonu przez półtora miesiąca?
Sam bieg to mniej niż połowa problemu. Wg PAP, Sobanię wspierał sześcioosobowy zespół: fizjoterapeuta, operatorzy kamer, kierowcy i osoba od social mediów. Fizjoterapeuta pracował z zawodnikiem codziennie, bo bez tego organizm nie wytrzymałby serii.
Doba wyglądała mniej więcej tak, jak opisywano ostatni dzień: pobudka około 2.20 w nocy, praca z fizjoterapeutą, tejpy, maści, wyjście z kampera przed 3.30 i bieg. Potem transport do kolejnego stanu i wszystko od nowa. Regeneracja odbywała się w ruchu, między jednym maratonem a drugim, często w kamperze na trasie.
To pokazuje coś, o czym w bieganiu amatorskim mówi się za rzadko. Wyczynem nie było przebiegnięcie maratonu. Wyczynem było przebiegnięcie pięćdziesiątego maratonu na nogach, które nie miały ani jednego dnia pełnego odpoczynku.
Co ten wyczyn mówi o regeneracji?
Że regeneracja jest sufitem, a nie dodatkiem. Twoje mięśnie i stawy adaptują się nie w trakcie wysiłku, tylko między wysiłkami. Sobania ten margines skurczył niemal do zera i utrzymał się na powierzchni tylko dzięki codziennej pracy fizjoterapeutycznej, sześcioosobowej ekipie i latom wcześniejszej adaptacji.
Dla przeciętnego biegacza wniosek jest odwrotny do tego, co podpowiada emocja. Po ciężkim starcie nie kombinuj, tylko odpuść. O tym, jak sensownie ułożyć odpoczynek, sen, rolowanie i aktywną regenerację, pisałem szerzej w materiale o regeneracji. To nie jest część, którą się pomija, żeby „nadgonić”.
Warto dodać zdrowy sceptycyzm. Takie projekty prowadzi sztab medyczny, a ból powysiłkowy jest tu monitorowany na bieżąco. To nie jest coś, co robi się na własną rękę.
Czy zwykły biegacz może się na tym wzorować?
I tak, i nie. Nie w sensie kopiowania objętości, bo 50 maratonów w 49 dni to szczyt zbudowany na latach wcześniejszych wypraw. Zanim Sobania stanął na Golden Gate, miał już za sobą bieg przez całe USA (wg PAP, 125 maratonów i ponad 5 250 km w 139 dni, od września 2024 do marca 2025) oraz pętlę z Chorzowa do greckiego Maratonu i z powrotem. Jego mięśnie i stawy adaptowały się do ekstremalnych obciążeń przez lata.
Wzorować można się za to na strukturze. Progresja zamiast skoku, systematyczność zamiast zrywu, regeneracja traktowana jak trening. Jeśli myślisz o pierwszym dłuższym dystansie, sensowniej zacząć od bezpiecznego, rozłożonego planu, na przykład drogi od zera do maratonu, niż od naśladowania kogoś, kto biega dłużej niż Ty żyjesz świadomie sportowo. A jeśli chcesz odporności, która łączy siłę, bieganie i mobilność, zamiast czystej biegowej objętości, bliżej Ci do modelu hybrydowego.
Materiał informacyjny, nie porada medyczna. Ekstremalne obciążenia biegowe realizuje się pod opieką sztabu i specjalistów. Przy dolegliwościach, bólu powysiłkowym odbiegającym od normy albo chorobach przewlekłych skonsultuj się z lekarzem lub fizjoterapeutą, zanim zwiększysz kilometraż.
Moja opinia
Najbardziej imponuje mi nie wynik, tylko zarządzanie ryzykiem. Każdy w miarę wytrenowany ultramaratończyk potrafi przebiec jeden maraton na zmęczeniu. Prawie nikt nie potrafi przebiec pięćdziesięciu z rzędu i nie rozłożyć się na kontuzji, bo tu wygrywa nie wydolność, tylko regeneracja i logistyka.
Decyzja o podwójnym maratonie ostatniego dnia to z perspektywy trenera ruch na granicy rozsądku, ale przemyślany. Sobania nie dokładał obciążenia w środku projektu, kiedy przód wyprawy był jeszcze niepewny. Zaatakował rekord na końcu, gdy wiedział już, że dobiegnie. To sportowo dojrzała kalkulacja, nie brawura.
Dla Ciebie, jeśli biegasz rekreacyjnie, płynie z tego jeden praktyczny wniosek. Rekordy świata robi się na regeneracji i cierpliwości, nie na jednym heroicznym treningu. Ta sama zasada działa na Twoim poziomie, tylko w innej skali.
FAQ
Ile kilometrów przebiegł Tomasz Sobania podczas wyzwania? 50 maratonów to 2 109,75 km, czyli ponad 2 100 kilometrów biegu, plus tysiące kilometrów transportu między stanami.
Czyj rekord pobił Sobania? Deana Karnazesa, który w 2006 roku jako pierwszy przebiegł 50 maratonów w 50 stanach USA, ale zajęło mu to 50 dni. Sobania zrobił to w 49.
Jak udało się skrócić czas do 49 dni? Ostatniego dnia Sobania przebiegł dwa maratony w ciągu jednej doby, w New Jersey i w Nowym Jorku, zamiast jednego.
Gdzie zaczął i skończył? Start 10 maja na moście Golden Gate w San Francisco, finisz 27 czerwca na Times Square w Nowym Jorku.
Czy robił to sam? Nie. Wg PAP wspierał go sześcioosobowy zespół z fizjoterapeutą, a ekipa przemieszczała się dwoma kamperami oraz samolotem na Hawaje i Alaskę.
Słowniczek
Ultramaraton – bieg na dystansie dłuższym niż klasyczne 42,195 km albo, w szerszym sensie, ekstremalne wyzwania biegowe wielodniowe.
Dystans królewski – potoczna nazwa maratonu, czyli 42,195 km.
Aktywna regeneracja – lekki wysiłek (spacer, trucht, basen) między ciężkimi jednostkami, wspierający odbudowę zamiast całkowitego bezruchu.
Adaptacja treningowa – proces, w którym organizm, w odpowiedzi na powtarzalne obciążenia, stopniowo zwiększa odporność mięśni, stawów i układu krążenia.
Przetrenowanie – stan przeciążenia, w którym brak regeneracji prowadzi do spadku formy, przewlekłego zmęczenia i podniesionego ryzyka kontuzji.



